Powrót do prze… przyszłości?

Czy da się przetrwać maraton bez treningu? I to z dobrym skutkiem? Chwilami myślałam, że nie dam rady. A jednak 🙂 !
Pandemia, lockdown, dłuuuuga przerwa w normalnej pracy. Tymczasem świat się nie zatrzymał a potrzeby klientów nie znikły. W efekcie „oczekujące” od kilku miesięcy szkolenia realizuję hurtem, w bardzo krótkim czasie. I z pewnością nie jestem jedyną osobą, która po zluzowaniu obostrzeń musiała ostro przyspieszyć tempo.

Kalendarz jednak JEST z gumy

Przez ostatnie lata pilnowałam realizowania humanitarnej liczby dni szkoleniowych miesięcznie. Takiej, by mieć czas na napisanie starannie przemyślanych raportów oraz odbudowanie energii. A także zajęcie się indywidualnymi klientami coachingowymi, których trafia do mnie coraz więcej… Tym razem nie miałam takiej możliwości. Stali klienci, z którymi od paru miesięcy planowaliśmy warsztaty szkoleniowe dla pracowników, potrzebowali tych szkoleń już. Nie wiem jakim cudem wpasowałam je w kalendarz bezkolizyjnie, zostawiając jeszcze nieco miejsca na dojazdy i bezpieczną „przerwę szczepionkową” (słusznie – całodobowy NOP uniemożliwił mi pracę).

Standardowa procedura wcale nie taka standardowa

„Upakowanie” wszystkich zajęć w kalendarzu to był tylko pierwszy krok. Musiałam się zmierzyć jeszcze z kilkoma kwestiami, które wprawdzie są typowe, ale po długiej przerwie okazały się…nieco inne.
Materiały po nowemu
Kilkumiesięczne „wietrzenie rozumu” sprawiło, że postanowiłam odświeżyć niektóre swoje materiały szkoleniowe. Wyszło fajnie, ale zainwestowałam w to mnóstwo czasu.
Oporne rekwizyty
Flamastry leżakujące w szafce pousychały z tęsknoty, drukarka akurat teraz postanowiła sobie przypomnieć, że ma swoje lata. Niby drobne, ale czasochłonne sprawy do rozwiązania…
Pustka w głowie
Budowanie scenariusza zajęć okazało się trudniejsze niż zwykle. I zajęło więcej czasu.
Trema, trema, trema…
Okazało się też, że wielomiesięczna przerwa uruchomiła tremę przed-szkoleniową. Wyraźnie większą niż zwykle. Bo tremę mam zawsze. Na szczęście daaaawno temu, kiedy startowałam w trenerskim fachu, ktoś powiedział mi: „kiedy przestaniesz mieć tremę to przestaniesz prowadzić dobre szkolenia”. Uwierzyłam w to i traktuję przed-zajęciowy stres jako jeden z normalnych elementów swojej pracy. Ale tym razem… Powiem krótko – dawno tak nie było 🙄 
Zmęczenie i wspomaganie
Oczywiście wiem z jakim wysiłkiem wiąże się intensywna praca z grupą. Jednak brak „treningu” a potem także duża ilość pracy wykonywanej w krótkim czasie sprawiły, że padałam na nos niezależnie od ilości pochłoniętej kofeiny. Ratował mnie preparat z apteki podpowiedziany przez farmaceutę…

Dałam radę;) Jak?

Przyznam, że po zakończeniu tego maratonu sama byłam zaskoczona. I tym, że przetrwałam bez wpadek, i tym, że dobrą jakość mojej pracy dostrzegli również Uczestnicy zajęć (TAKIE ankiety ewaluacyjne nazywam czasem „laurkami” 😉 )
Teraz, z perspektywy kilkunastu dni, widzę wyraźnie, że moje starania o efektywność działań były trafne. Co zrobiłam? Jak Ty możesz przetrwać swoje zawodowe maratony? Jakie działania się sprawdziły?
Wcześniejsze i bardziej staranne niż zwykle przygotowania.
Poszerzone badanie potrzeb szkoleniowych oraz praca nad materiałami z kilkutygodniowym wyprzedzeniem dały więcej czasu na myślenie. Bo tu nie chodzi o konkretne godziny spędzone przy komputerze tylko o „przetwarzanie danych”, które odbywa się w tzw. międzyczasie, o możliwość przegadania z kimś pomysłów itp.
Analiza zagrożeń i przygotowanie się do nich.
Od sprawdzania czy długopisy i flamastry piszą, po bardziej precyzyjne niż zwykle scenariusze, bo przy zmęczeniu właśnie takie się przydają.
Zaopatrzenie spożywcze.
Możliwie nie plastikowe herbatniki i owoce, które mogły zastąpić wyjście na kolację czy zamawianie jedzenia. Wprawdzie hotel udostępniał „room service”, ale przy pewnym poziomie zmęczenia nawet to może się wydawać zbyt trudne.
Chodzenie spać tuż po dobranocce;-)
Zdarzało się, że już o godzinie 20.00 gadałam raczej z poduszką. Dzięki temu pobudka przed 6.00 rano była wykonalna i energii starczało na resztę dnia.
Przyjacielskie „pobudki” za kierownicą
Kilkorgu znajomych jestem winna duże kawy z czymś smacznym za rozmawianie ze mną w czasie podróży, kiedy zmęczenie próbowało mnie uśpić.
Eliminacja zadań, które nie były absolutnie niezbędne
Zarówno w dniach szkoleń (zero przeglądania mejli po zajęciach!), jak i w krótkich przerwach między nimi.
Korzystne uzgodnienia z klientami
Uzyskanie zgody na nieco późniejsze niż zwykle przesłanie raportów po-szkoleniowych. Przesunięcie innych rozmów biznesowych na nieco późniejsze terminy (naturalnie tam, gdzie było to możliwe).

Jak widać wyraźnie skupiłam się na konkretnych zadaniach, odkładając inne. Świat potraktował to ze zrozumieniem i się nie zawalił 😆 
Jakie kompetencje były mi potrzebne?
Planowanie czasu i organizacja pracy, asertywna i precyzyjna komunikacja, negocjacje, cierpliwość, umiejętność przewidywania… Jeśli potrzebujesz przyjrzeć się jak Ty wykorzystujesz tego rodzaju kompetencje i w jaki sposób możesz wzmocnić swoją skuteczność w sytuacjach natłoku pracy to naturalnie zapraszam na coaching. Pierwsza rozmowa zawsze gratis zatem ryzykujesz wyłącznie zainwestowanie ok. 20 minut czasu.
Aga

2 komentarze:

  1. Swietnie sobie poradziałas, to widać. Wyglada, że generalnie odmrozenie przyspiesza projekty i oczekiwania wiec takie wskazówki nader przydatne.

    Odpowiedz
  2. Przyjazny Coaching 24 czerwca 2021 o 14:09

    Oby to przyspieszenie zostało! A w każdym razie nie było zahamowane przez kolejne fale wiadomo czego…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *